Trzy tygodnie
Właśnie uświadomiłem sobie że od momentu kiedy zacząłem nową pracę minęły już pełne trzy tygodnie. Czas leci teraz nieprawdopodobnie szybko. Nowe środowisko, nowi ludzie, maaasa szkoleń, treningów i eksploracja nowej, innej infrastruktury to wszystko sprawia że dni przelatują między palcami i nawet nie wiem kiedy i jak zleciał prawie miesiąc.
Nowa firma... No cóż, jest ogromna. Większa niż przypuszczałem oddziały rozsiane na całym świecie (nie omijając Polski) a wszystko to połączone ze sobą w sieć. Czasami nawet nie wiesz że osoba która dzwoni do mnie znajduje się po innej stronie świata i gdy ja mam słoneczny poranek tam mają już zmierzch.
- Czy możesz to zrobić dzisiaj?
- Dzisiaj? Zwariowałeś? Jest 5pm!
- Aha no tak... :)
Uderzającą różnicą między dużą korporacją a małą firmą jest profesjonalizm i wysoka kultura osobista ludzi pracujących dla tej drugiej. I to mi się podoba! :)
Praca jest troszkę w rozjazdach co ma swoje wady i zalety. Codziennie mam do przejechania ok 140km w dwie strony do sąsiedniego miasta gdzie mam biuro. Czasami trafiać mi się będzie praca na dzień dwa w moim mieście więc z dojazdem będzie lepiej. Czasami jednak będzie to gdzieś na dalekiej północy lub dalekim południu albo zupełnie gdzieś w Polsce...
Całość wygląda bardzo dobrze. Czekam na rozwój wydarzeń.
Dzień ostatni
Czwartek był moim ostatnim dniem w pracy i chyba najlepszym ze wszystkich jakie spędziłem w tej firmie. Chyba zacznę zmieniać pracę częściej :D.
Dostałem prezenty... Kartki na pożegnanie od ludzi od których zupełnie tego nie oczekiwałem. Finalnie po siedmiu latach pracy w tym zespole ktoś jednak zauważył moje istnienie, lub może jego potencjalny brak. Organizacja firmy na koniec okazała się równie niepoważna jak wcześniej i nie udało im się zorganizować nikogo kto byłby w stanie mnie zastąpić. No trudno, mieli miesiąc teraz zostawiam ich samych sobie. Na pewno "jakoś" sobie poradzą.
Tymczasem jutro ma być ten pierwszy dzień w nowym miejscu. Wydawać by się mogło że to wszystko to małe nic znaczące zmiany. Jednak po siedmiu latach stabilności każda mała zmiana wydaje się ogromna. Nowi ludzie, nowe miejsce itd. Odzwyczaiłem się trochę już od zmian i trochę się też zasiedziałem. Dobrze mi to wszystko chyba zrobi.
Trzy dni
Tylko tyle zostało. Trochę dziwne to wszystko teraz. Przyznam że nie jest mi łatwo rozstawać się z miejscem w którym spędziłem swoje ostatnie siedem lat. Do tego była to pierwsza praca po emigracji do UK. Było to całkiem przyjemne miejsce mimo że miało swoje poważne wady. Mam nadzieję że nowa pozycja wynagrodzi mi to wszystko co zostawiam i da coś więcej. Taki jest cel zmiany. Z drugiej jednak strony uwielbiam zmiany, nowe wyzwania i swój zawód który teraz się ładnie rozwinie. No więc odliczanie. Trzy dni
W piątek miałem ostatnie badania lekarskie. Całość była dość szczegółowa jak przystało na branżę farmaceutyczną co wprawiło w zakłopotanie mojego GP.
Wszystkie papierki wyglądają na gotowe i czekają na sądny dzień 10 kwietnia.
Już się nie mogę doczekać... :)
Wszystkie papierki wyglądają na gotowe i czekają na sądny dzień 10 kwietnia.
Już się nie mogę doczekać... :)
Jak znaleźć pracę w UK
Jak wszędzie indziej. Tyle że po angielsku :)
Nie jest łatwo. Tj. znaleźć pracę jakąkolwiek jest pewnie łatwo w końcu masa ludzi pracuje tu gdzieś przez agencje pośrednictwa pracy wykonując jakieś proste czynności dzień w dzień. Nie wiem czy jeszcze ale kiedyś Polaków nawet doceniano za zaangażowanie i sumienność. Dziś to się mogło zmienić.
Praca na stanowisku wyższym od operatora wózka widłowego jest raczej zarezerwowana dla White British i dostać pozycję wyższego zaufania jest naprawdę ciężko. Bez względu na to jak wysokie masz kwalifikacje to i tak pierwszeństwo mają tubylcy. W sumie jest to zrozumiałe i chyba każdy naród broni się w ten sam sposób.
Kwalifikacje z Polski są nic nie warte w UK i większość firm nie bierze ich zupełnie pod uwagę. Tak samo wykształcenie. Polskie uczelnie nie maja żadnych znaczących wyników i są w rankingu światowych uczelni daleko, daleko od czołówki. Jeśli więc aplikujesz o pracę z Polski to bez silnego portfolio lub referencji z dużej korporacji szanse są niewielkie. No chyba że jesteś wybitnym specjalistą lub takim których po prostu niema na rynku brytyjskim. Wtedy wezmą cie z braku laku. :) Najlepiej mieć i to i to.
Ja nie miałem niczego poza szczęściem na początku. Tym razem było troszkę inaczej bo miałem już prawie siedem lat doświadczenia pracy w brytyjskiej firmie, świetne referencje i całkiem pożądane kwalifikacje a i tak nie było łatwo.
Rynek pracy IT w UK jest już znacznie przepełniony i konkurencja jest naprawdę ogromna. Nawet w świecie programistów których niby zawsze jest mało. Jak jest z innymi? Nie mam pojęcia ale jeśli jesteś np. lekarzem z uznanymi tutaj kwalifikacjami to nie wydaje mi się żeby znalezienie pracy było jakimkolwiek problemem.
Cirriculum Vitae. Kompletnie inny zwyczaj niż w Polsce. CV nie musi się ograniczać do jednej strony. Szczerze mówiąc to co niby można zmieścić na jednej stronie poza danymi personalnymi? Kiedy skleciłem moje pierwsze CV miało ono stron cztery. Tyle wyszło. Po konsultacji z moim agentem zredukowaliśmy do stron trzech i tak już zostało. Żadnych zdjęć w życiorysie. Nikt tutaj o to nie zapyta. Chyba że praca będzie ściśle związana z reprezentacją firmy. Nikt nie pyta i nie ma prawa zapytać o wiek, status rodzinny, ilość dzieci, itp prywatne sprawy. Za to mile widziane jest wpisanie zainteresowań i kilku informacji o sobie na końcu CV. Podobno aczkolwiek niekoniecznie. Ja nie miałem mimo zaleceń.
Poszukiwania. Nie wiem jak się szuka teraz pracy w PL ale tutaj aplikowanie bezpośrednio do firmy na konkretne stanowisko to absolutna rzadkość. Pracę znajdują agencje wyspecjalizowane w konkretnych dziedzinach. Inna dla IT inna dla lekarzy itd. Prace szukasz aplikując na ogłoszenia znalezione w internecie i w 99% przypadków trafiają one do agencji rekrutacyjnej. Tam przegląda je ktoś kto czasami ma pojęcie o tym co robi i decyduje czy zaaplikować w twoim imieniu na dane stanowisko czy nie. Jeśli jakimś cudem spodoba mu się twoja osoba i wyśle aplikacje masz już sporo szczęścia. Następna doza szczęścia jest potrzebna teraz po stronie firmy oferującej stanowisko. Jeśli podzielą optymizm agencji dostaniesz zaproszenie na rozmowy kwalifikacyjne.
Rozmowy kwalifikacyjne. Podobno istnieje coś takiego jak pojedyncza rozmowa kwalifikacyjna. Aczkolwiek nigdy się z tym nie spotkałem. Rozmowy są minimum dwie. Z tym że pierwsza może być przez telefon. Na jednej z rozmów możesz się spodziewać testów w zależności od tego na jakie stanowisko aplikujesz. Przy ostatniej aplikacji miałem trzy rozmowy z tym że druga była spotkaniem egzaminacyjnym. W sumie trzy testy:
- Werbalny (rozumienie czytanego tekstu): tylko z założenia jest prosty. W rzeczywistości naprawdę trzeba się dobrze skupić. Czas: 1min na jedno pytanie.
- Matematyka: bardziej nastawiona na umiejętności logicznego myślenia niż pamięć (skille raczej niedostępne w polskim procesie edukacji) Czas: 70s na jedno pytanie.
- Techniczny: ściśle związany z zawodem. Czas: im szybciej tym lepiej.
Na rozmowę idziesz ubrany zawsze smart. Bez względu na to jaki dress code jest w firmie na co dzień. W internecie jest dostępny cały przepis jak dokładnie się ubrać jakiego typu buty, jakiego koloru koszula i krawat, jaki zegarek itd. W sumie wszystko to co zrobisz będzie pomocne. Sama rozmowa jest zależna od ludzi których tam spotkasz. Jeśli będą to white British to rozmowa będzie bardzo, bardzo miła aczkolwiek do samego końca nie będziesz wiedzieć czy się podobasz czy nie. Będą cie kochać będą się uśmiechać będą gratulować a za tydzień napiszą że aplikacja jest unsuccesful. Jak masz spotkanie z obcokrajowcem lub z kimś o innym pochodzeniu to generalnie masz już przesrane. Oni przechodzili już przez tę gehennę i teraz oni ci pokażą! Na interview dobrze jest przygotować swój własny skills book i rozdać osobom z którymi się spotkasz. Jeśli wydasz się im kimś wartym zainteresowania wtedy być może ktoś to przeczyta. Niemniej jednak jest to jeden z dobrych sposobów na pokazanie swojego profesjonalizmu i zaangażowania. Pracodawcy starszej daty bardzo miło przyjmują takie "upominki". Pytania na rozmowie będą bardzo różne i nie da się do nich dobrze przygotować. Możesz spędzić godziny na czytaniu informacji o firmie a nikt cie o to nie zapyta, możesz przygotować się super do opisu stanowiska a rozmowa będzie o twoim życiu prywatnym itd. Niektórzy mają wystarczająco dużo wiedzy o tobie z twojego CV i nie potrzebują zadawać ci technicznych pytań skoro i tak czeka cie egzamin wtedy skupiają się na twojej personalnej stronie i oceniają przez pryzmat tego.
Rasizm. Jakkolwiek głupio to brzmi w relacjach między ludźmi białymi istnieje tutaj i na pewno cie to spotka. Tak samo jest z pracą. Sporo aplikacji w której masz 100% albo więcej wymaganych skilli będzie odrzucona tylko ze względu na twoje pochodzenie (o ile pochodzisz z Europy wschodniej). Są to personalne preferencje i każdy ma do nich prawo. Pracę łatwiej znaleźć w dużej międzynarodowej korporacji niż w małej firmie dla której wydawać by się mogło pracownik ze świetnymi skillami jest na wagę złota. Różnica jest też taka że w dużej firmie twoja narodowość po prostu się zgubi w tłumie a w małej firmie zawsze będziesz outsidererm.
Dalej jest troszkę inaczej. Społeczeństwo w UK jest podzielone na bardzo różniące się od siebie warstwy. Jest jest klasa wyższa, średnia i plebs. Plebs zazwyczaj ma kompleks niższości a że są to ludzie zazwyczaj uzbrojeni w rozum nie większy od rozumu konia dadzą ci szybko znać o tym że uważają się za lepszych. Klasa średnia jest sama podzielona na średnia niższą, średnią średnią i średnią wyższą. Tu być może znajdziesz kontakt. Średnia niższa będzie cię tolerować uśmiechać i rozmawiać z tobą by pokazać że nie są plebsem, klasa średnia średnia to samo z tym że masz szanse na to że ktoś cie polubi a średnia wyższa czasami obdarzy uznaniem za to że próbujesz zmienić życie i wyrwałeś się gdzieś z azjatyckiego grajdoła. Z klasą wyższą nigdy nie będziesz mieć kontaktu chyba że jako nadworny pet (jak wszyscy pod nimi bez względu na pochodzenie).
To tyle. Jeśli szukasz pracy w UK (emigruje tu ktoś jeszcze?) to powodzenia. Ja ostatnio dostaje całkiem sporo ofert pracy w Polsce z wyróżnionymi na czerwono skillami jak ten:
- Excellent Written and spoken Polish Language skills Dual Language skills (Polish and English) spoken/ written.
Naprawdę wszyscy specjaliści już wyjechali z Polski? Aż trudno mi w to uwierzyć. Ale skoro rynek pyta to coś w tym chyba jest...
Praca
Wiem że nie wszyscy mają tak jak ja. Nie wszyscy lubią zmiany i jeśli jest dobrze to po co to zmieniać? Ja uwielbiam zmiany. Lubię mieć stabilną sytuację w życiu (dlatego wyemigrowałem z Polski) i lubię postęp. Monotonia mnie zabija. Wykańcza. Jeśli nic się nie dzieje to czuję że tracę energię i sens życia pomimo istniejących marzeń i tego że jestem na właściwej drodze by je osiągnąć.
Najważniejszą rzeczą w życiu jest praca. Co by nie mówić świat skonstruowany jest tak że bez dobrej pracy ciężko zrealizować marzenia. No chyba że ktoś marzy o pasożytniczym trybie życia na zasiłku. Ludzie ambitni i ci którzy mają jakieś marzenia pracują by je zrealizować. I obojętnie czy jest to praca za pieniądze gdzieś w betonowej dżungli czy jest to praca tylko dla siebie daleko od cywilizacji. Praca to praca.
Praca powinna przynosić nie tylko korzyści. Powinna cieszyć i przynosić satysfakcję. Nie rozumiem ludzi którzy pracują i nienawidzą tego co robią. Jest tyle fajnych rzeczy dostępnych na świecie więc po co się męczyć? Nie bardzo rozumiem też ludzi którzy nie mają ambicji i robią non-stop to samo przez całe życie. Miałem ostatnio fajny dialog z jednym z managerów w mojej firmie a dotyczył on monotonnej pracy fizycznej na dziale produkcji. Dzielnie bronił ludzi którzy tam pracują próbując tłumaczyć że niektórzy odrywają się od życia by zrobić to co mają do zrobienia a później do życia wracają.
Co za strata czasu... Nie rozumiem tego tak czy inaczej.
Praca którą mam dzisiaj znalazła mnie sama jak jeszcze mieszkałem w Polsce. Było to zupełnie przypadkowe i wyszło bardzo dobrze. Praca ta przynosiła mi wiele satysfakcji mimo że była czasami nudna, czasami znowu zbyt ciężka a czasami wręcz frustrująca. Całkiem fajne warunki pozwoliły ustabilizować życie, zrealizować część marzeń (choćby te z wyprawą na Nową Zelandię) i rozwinąć skrzydła.
No i skrzydła rozwijam :)
Czas...
Ponad rok temu zamieściłem tu ostatni wpis. To był całkiem dziwny rok ale w sumie nic o czym można by napisać (sprawy zawodowe i takie tam top secret). Nudno niby nie było ale...
Czas płynie nieubłaganie i życie się zmienia. Postępuje! :) Nadchodzą spore zmiany. Nie jest to jeszcze wywrócenie życia do góry nogami ale już jakiś krok na przód.
Co się zmieniło? Rozwój, rozwój, kariera i podnoszenie kwalifikacji. Udało mi się zakończyć kilka sporych projektów i zdobyć sporo ważnych skilli. Podniosłem kwalifikacje formalne do stopnia Network Engineer a moje doświadczenie zostało zatwierdzone przez British Computer Society. Co to zmienia? Daje to całkiem sporo możliwości rozwoju kariery zawodowej. No i właśnie to się zmienia.
환영합니다 oraz 안녕히 계세요
Czyli szesnaście godzin w Korei Południowej.
Nim dotarliśmy do Europy nasze linie lotnicze chcąc zebrać wszystkich pasażerów w jednym miejscu zrobiły kilkunastogodzinną przerwę w Seulu. Początkowo mieliśmy nadzieje na spędzenie tego czasu na oglądaniu Korei ale realia niestety nas pokonały. W drodze na Nową Zelandię koreańska zima nie starała się nas przestraszyć i gdy wylądowaliśmy tam po raz pierwszy przywitała nas miła jak na zimę temperatura +8oC. Tym razem jednak po wylądowaniu okazało się że zima posunęła się bardziej w swej srogości i temperatura na zewnątrz była już w granicach -16oC co jak na nasze letnie przyzwyczajenia (lato i +25 zostawiliśmy za sobą dwanaście godzin temu) to było zbyt wiele. Mróz szczypiący we wszystkie części naszych ciał odzianych w letnie stroje był tak przekonywujący że zdecydowaliśmy się nasze szesnaście godzin w Azji spędzić w hotelu jaki zapewniły nam Korean Airlines.
Pięciogwiazkowy hotel okazał się tym czego dokładnie potrzebowaliśmy po miesiącu mieszkania w małym ciasnym campervanie a azjatyckie podejście i profesjonalizm uczynił tę noc wyjątkową. Korea mimo że widziana tylko "przelotem" jest naprawdę fascynująca. Wszystko sprawia wrażenie dopiętego na ostatni guzik wszystko jest przygotowane profesjonalnie i wszędzie otaczają cie kompetentni ludzie. Jest to ogromna różnica między światem białych i mam tu na myśli zarówno gnijącą Europę jak i wyluzowaną Nową Zelandię.
Jedno wiemy dziś na pewno: Azję (tą daleką) będziemy chcieli jeszcze zobaczyć z bliska.
Być może za rok...
Nim dotarliśmy do Europy nasze linie lotnicze chcąc zebrać wszystkich pasażerów w jednym miejscu zrobiły kilkunastogodzinną przerwę w Seulu. Początkowo mieliśmy nadzieje na spędzenie tego czasu na oglądaniu Korei ale realia niestety nas pokonały. W drodze na Nową Zelandię koreańska zima nie starała się nas przestraszyć i gdy wylądowaliśmy tam po raz pierwszy przywitała nas miła jak na zimę temperatura +8oC. Tym razem jednak po wylądowaniu okazało się że zima posunęła się bardziej w swej srogości i temperatura na zewnątrz była już w granicach -16oC co jak na nasze letnie przyzwyczajenia (lato i +25 zostawiliśmy za sobą dwanaście godzin temu) to było zbyt wiele. Mróz szczypiący we wszystkie części naszych ciał odzianych w letnie stroje był tak przekonywujący że zdecydowaliśmy się nasze szesnaście godzin w Azji spędzić w hotelu jaki zapewniły nam Korean Airlines.
Pięciogwiazkowy hotel okazał się tym czego dokładnie potrzebowaliśmy po miesiącu mieszkania w małym ciasnym campervanie a azjatyckie podejście i profesjonalizm uczynił tę noc wyjątkową. Korea mimo że widziana tylko "przelotem" jest naprawdę fascynująca. Wszystko sprawia wrażenie dopiętego na ostatni guzik wszystko jest przygotowane profesjonalnie i wszędzie otaczają cie kompetentni ludzie. Jest to ogromna różnica między światem białych i mam tu na myśli zarówno gnijącą Europę jak i wyluzowaną Nową Zelandię.
Jedno wiemy dziś na pewno: Azję (tą daleką) będziemy chcieli jeszcze zobaczyć z bliska.
Być może za rok...
Subscribe to:
Posts (Atom)
